O edukacji subiektywnie

Szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje. Autor: Albert Camus

Maria Dąbrowska pisała o tych dniach w swoim Dzienniku:

8 PAŹDZIERNIKA 1918. WTOREK.

Dzieją się rzeczy nadzwyczajne i słowa są bezsilne, aby wyrazić ogromność chwili. Przedwczoraj depesze o nocie Niemiec i Austrii do Wilsona. Wczoraj depesza o zniesieniu okupacji (?). Depesza Janusza Radziwiłła o uwolnieniu Piłsudskiego. I wieczorem orędzie Rady Stanu, że tworzy się wreszcie Polska Zjednoczona i Niepodległa. W Niemczech gabinet na wpół socjalistyczny, rewizja traktatów brzeskich w projekcie. Są to rzeczy tak olbrzymie, że ludzie nie śmią reagować. Jakaś wielka cisza zaległa pośród ludzi. Wszak teraz każde słowo, które się powie, będzie miało – musi mieć -wagę czynu, a każdy czyn – przewrotu.

Polska Zjednoczona.

13 PAŹDZIERNIKA 1918. NIEDZIELA.

Żyjemy w baśni, w najprzecudniejszej baśni. Zdaje mi się, że nie jesteśmy dość wielcy, aby czuć się dostatecznie szczęśliwi. Nie jesteśmy dość dobrzy, aby być godni. O, bądźmy wielcy i dobrzy. Lewica na jutro strajk ogłasza, jako protest przeciwko wciąż nie likwidowanej okupacji. Rada Regencyjna przejmuje wojsko pod swoją władzę, gromadzi je, Polska się łączy, odbudowuje, o, Boże – a tu strajk – jakieś mi się to wydaje małe. (…)

14 PAŹDZIERNIKA 1918. PONIEDZIAŁEK.

O siódmej rano wyjeżdża Marian. Dziś o trzeciej składają w Ostrowi przysięgę na nową polską rotę. Wczoraj składał garnizon warszawski. (…) Wychodzimy na miasto. Na ogół jednak ludzie chodzą jak błędni. Wszyściutkie jednak sklepy pozamykane, a jadłodajnie, cukiernie – nawet pozabijane deskami. Co to jednak znaczy strach przed bolszewizmem. Tymczasem na nic podobnego u nas się moim zdaniem nie zanosi. Na obiad idę do Wacków, ponieważ wszystko jest literalnie pozamykane. Spotykam znów manifestację grobowo i przewlekle zawodzącą: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić, Panie”. Dużo okrzyków i napisów: „Niech żyje Piłsudski„, a nawet: „Niech żyje Wilson”, ani jednego: – Niech żyje Gdańsk, Śląsk, połączona Polska. (…)

10 LISTOPADA. NIEDZIELA.

Dziś przyjechał Piłsudski. Teraz doprawdy cała w nim nadzieja. Dziś to dla niego czas próby. Gdy dawniej działał, mógł być jednak tylko zawsze igraszką wypadków, teraz może je w istocie ująć w swe ręce.

11 LISTOPADA 1918. PONIEDZIAŁEK.

W nocy była strzelanina. Rano od wczesnej godziny rozbrajanie oficerów niemieckich na wszystkich rogach ulic. Ale rozbraja nie tylko milicja, lecz i tłum, masa broni dostaje się na pewno esdekom, a nawet po prostu opryszkom. Przez cały dzień odbieranie od Niemców majątku wojskowego i przejmowanie władz cywilnych. Przez cały dzień na ulicach tłumy. Ruch tramwajowy normalny. Wszędzie samochody z naszymi żołnierzami. Piłsudski rozczarował mnie. Witany przez tłum, powiedział z balkonu, że jest chory na gardło. Cóż to w takiej chwili, w takiej chwili może kogo obchodzić. (…)

Wielu żołnierzy niemieckich chodzi z czerwonymi znakami, inni, Polacy pewnie, z biało-amarantowymi kokardami u czapek. W tym wszystkim wstaje Polska. I nikt nie widzi, jak jest piękna. Nikt nie spostrzega w tym zgiełku.

17 LISTOPADA 1918. NIEDZIELA.

Polska jest dziś w tak szczęśliwym położeniu jak żaden kraj w Europie, a jednak wszytko idzie jak z kamienia. Organizacja wojska i odsiecz dla Lwowa dziwnie opieszale idą. „Lwów nie pasuje do socjalistycznego programu premiera”, jak się ktoś złośliwie wyraził. Endecja porozumiała się z zaborem pruskim i razem wszczęli wielkie larum przeciw Daszyńskiemu. Jużcić i Daszyński nie jest najszczęśliwszą Piłsudskiego kreacją. Swoją drogą charakterystyczne jest, że Piłsudski póty miał „bezwzględne zaufanie”, póki siedział w Magdeburgu, gdy tylko zjawił się i palcem ruszył, ludzie, którzy „poddali mu się bez zastrzeżeń”, są już przeciwko niemu. Równie jak fetyszyzmu dla Piłsudskiego nie rozumiałam, tak dziwne mi jest i to stanowisko. Dziś endecja wielki pochód narodowy urządziła, na którym bardzo niesmaczne było niesienie jak Matki Boskiej portretu Wilsona. Okrzyki na cześć Wilsona „obrońcy narodu polskiego” i koalicji. Jest to mimowolna (bo chyba nie sprytnie robiona) reklama dla najazdu nowego -amerykańskich wytworów i kapitałów, które się już szykują na Polskę, a naiwni i dobroduszni Polacy już braterstwo broni i idei widzą w Amerykanach.4015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 10 Listopad 2012 by in aktualności and tagged , , .
Follow O edukacji subiektywnie on WordPress.com
Pisanie artykułów i teksty SEO na zamówienie
FreeWebstore

POLECAM KSIĄŻKI

Z CIENIA. POWIEŚĆ O ŻOŁNIERZACH WYKLĘTYCH

BEZ RĄK, BEZ NÓG, BEZ OGRANICZEŃ!

%d bloggers like this: